Witam Wszystkich, a szczególnie tych co dali się nabrać i płacą haracz, zwany składkami na cele związkowe. Jestem już prawie byłym pracownikiem ARiMR, OR16. Prawie, oznacza to, że jeszcze PiS'owski z-ca Dyrektora ZOR wypowiedział mi umowę o pracę. W firmie jestem zatrudniona od 2000 roku, tak więc przysługuje mi trzymiesięczny okres wypowiedzenia umowy o pracę, z której świadczenia lekką ręką zwolnił mnie pracodawca. Jestem też członkiem Związku Zawodowego Pracowników Służby Publicznej od początku założenia związku w arimr. Miałam też zaszczyt wzięcia udziału w jednym z pierwszych spotkań organizacyjnych dla przedstawicieli oddziałów regionalnych. Na spotkaniu tym koledzy Przewodniczący pochwalili się założonym przez siebie stowarzyszeniem i tym, jak to pięknie przeprowadzili trzy szkolenia dla młodzieży, korzystając oczywiście z funduszy unijnych, roztoczyli też oczywiście perspektywę niezwykle prężnej działalności. Na tym mój kontakt ze związkami właściwie się skończył, poza oczywiście opłacaniem miesięcznych składek.
Jak wiadomo, związek zawodowy, którego jesteśmy członkiem i regularnie opłacamy składki, ma statutowy obowiązek zaopiniowania (żeby już nie popadać w "przesadę" nie napiszę, że po prostu powinien bronić pracownika, członka związku zawod.) ewentualnego wypowiedzenia umowy o pracę swojego członka. Ale Kochani nie łudźcie się, związek zawodowy pracowników służby publicznej ma to gdzieś. Tak było w moim przypadku. Kadry wysłały pismo do związku, a tam ciszaaaa. A składki wpływają i wpływają.
Nie wiem jak to wygląda w innych, powołanych do życia w arimr związkach zawodowych. Do tego naprawdę nie ma sensu tu się zapisywać chyba, że zmienicie fikcyjne władze, bo czy etycznym jest, aby Dyrektor Gabinetu Prezesa był Przewodniczącym największego w firmie związku zawodowego? Może właśnie dlatego zmiana regulaminu wynagradzania nie może dojść do skutku?
Apeluję do Waszych kieszeni i zdrowego rozsądku - NIE DAJCIE SIĘ NABRAĆ.
Pozdrawiam serdecznie, na szczęście prawie już były pracownik ARiMR.
